styczeń

31

2017

Jak banki walczą z frankowiczami - relacja blogerki.

W sieci nie brakuje opinii na temat zasadności udzielonych kilka lat temu kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich. Wydawać by się mogło, że większość tych opinii jest krytyczna względem banków. Nie trudno się domyślić dlaczego - temat „frankowiczów oszukanych przez banki” cały czas jest bardzo głośny. Co ciekawe, w sieci jest równie dużo opinii broniących banki, a nawet atakujących frankowiczów.

StrefaWalut napotkała ciekawą relację blogerki, która tłumaczy dlaczego w internecie jest równie dużo negatywnych opinii o kredytobiorcach walutowych, co o samych bankach które je udzielały?

 

Posty za pieniądze

W sieci można znaleźć wyznania kobiety, która zajmuje się szkoleniem tzw. „trolli”.

Kto to są w ogóle trolle? To ludzie, którzy zamieszczają w sieci dużą ilość negatywnych lub pozytywnych opinii i komentarzy na zamówienie. Ich zadaniem jest nie tylko pokazywanie stronniczości, a także opiniotwórczość. Wykorzystując bowiem sztuczne opinie, można w bardzo łatwy sposób kierować sposobem myślenia oraz poglądami społeczeństwa.

Kobieta w swoim wpisie dokładnie opisuje, w jaki sposób odbywa się szkolenie dla trolli, ile trwa oraz jakie są jego rezultaty. Jej zdaniem nie problemem znalezienie chętnych na taką pracę, a także aby ich wyszkolić. Co ciekawe, nasza władza też chętnie korzysta z takiej możliwości, tak aby móc aptekarską precyzją kierować opiniami społeczeństwa. Z trolli nie korzystają jednak tylko partie polityczne, ale również takie instytucje jak banki.

Według relacji blogerki, banki wykorzystują to narzędzie bardzo skutecznie walcząc w sieci z frankowiczami domagającymi się wprowadzenia jak najbardziej restrykcyjnej ustawy rozwiązującej problem kredytów frankowych.

 

Dlaczego banki tak robią i czy to się im opłaca?

Powód jest prosty: jest to sprawa, która może spowodować bardzo duże straty dla banków. Bankom zależy więc żeby informacje o oszukanych frankowiczach nie pojawiały się zbyt często, a jak już się pojawią, to próbują je ugasić w zalążku.

W artykule pt. „Byłam bankowym trollem” na wordpressowym blogu o tej samej nazwie czytamy m.in.

Dobry układ z bankami to dla dużej gazety czy telewizji nawet od kilkudziesięciu do  kilkaset milionów złotych rocznie. I tu nie chodzi tylko o promocje marek lub usług banków – to są drobiazgi. Chodzi o ochronę przed odpowiedzialnością za grube afery: kredyty walutowe, polisolokaty, mylące umowy, nadmierne opłaty, itp.. Sam zwrot kasy oszukanym kredytobiorcom walutowym oznaczałby dla banków zmniejszenie kilkuletnich zysków o 30 – 40 miliardów złotych. A dodatkowo państwo miałoby prawo ukarać banki za te machlojki i w ten sposób wzbogacić budżet państwa o 5 – 10 mld złotych. Ochrona przed tak dużym uszczerbkiem w zyskach banków uzasadnia wydatki w granicach kilku miliardów złotych na „ochronę”, czyli piar i wpływy. Za takie sumy można kupić dużo i wielu.

Może i kwoty dokładnie się nie zgadzają, ale na logikę analiza autorki wydaje się spójna.

W internecie głośno także o lobbingu banków wśród polityków. Banki bronią swojej pozycji na każdym froncie. Nikogo nie powinna więc dziwić opinia, że z bankami jest trudno wygrać. Nawet obecna partia rządząca, która się tak zarzekała pomóc frankowiczom, mocno odpuściła (w nieskończoność przeciągana ustawa, chociaż inne postulaty zostały już spełnione: Prezydencka propozycja ustawy frankowej nie taka tania.)

 

Kolesie zlecają zadania pijarowcom, którzy z kolei wynajmowali trolli

Według blogerki, kolesie to zleceniodawcy będący przedstawicielami dowolnej grupy interesów. W Polsce akurat dominują lobby pro-bankowe, pro-deweloperskie, pro-prywatyzacyjne, ale są też inne. Pijarowcy to specjalistyczne agencje PR-owe, które potrafią dużo, a trolle to ich pracownicy spamujący w internecie.

 

Praca trolla w skrócie.

Troll po podpisaniu umowy o poufności, przechodzi szkolenie i dostaje masę programów. Szkolenia można podzielić na techniczne i „ideologiczne”. Techniczne pokazuje jak korzystać z przekazanych programów, żeby zmieniać adresy IP, tworzyć fałszywe konta, tuszować swoją obecność w internecie. W skrócie, jak spamować w masowy i anonimowy sposób. Z kolei, szkolenie ideologiczne, to po prostu krótkie wprowadzenie w temat, na który będzie się pisało.

W przypadku banków, szkolenie ideologiczne sprowadza się do krytykowania frankowiczów. Na podstawie określonych wcześniej schematów trzeba stworzyć różne wariacje tej samej wypowiedzi, z identycznym przekazem. Blogerka podaje kilka przykładów zaciągniętych ze ściągi pijarowca.

 

Główny Przekaz (tzw. „Mesydż”):

Kredytobiorcy są sami sobie winni

Przykładowe wariacje w tym temacie:

Podpisali z własnej woli i wiedzieli co podpisują. Teraz nie mają prawa narzekać. Nikt pistoletu do łba ci nie przystawiał. Widziały gały co brały. Nie trzeba było być naiwnym, nie widział co podpisuje? Jak się nie rozumiało, nie trzeba było podpisywać. Sam jesteś sobie winny. Trzeba było być idiotą, aby wziąć taki kredyt. Nie ogarniam całej tej afery z kredytem we frankach – czy nikt za tych matołów co kredyty w walucie brali umowy nie podpisał? Trzeba być kretynem, żeby mówić, że biorąc kredyt w innej walucie nie brano pod uwagę ryzyka zmiany kursowego. Bierze się kredyt w takiej walucie w jakiej się zarabia.

 

Inne przykładowe przekazy (mesydże) to:

  • Podpisało się, to teraz trzeba spłacać.

  • Kredytobiorcy frankowi to są cwaniacy, spekulanci, bogatsi od nas, uprzywilejowani, chcą lepszego traktowania, płaksy, wywyższają się, frajerzy, debile.

  • Chcą mieć lekko kosztem innych: moim, podatnika, banku lub państwa. Ulga dla frankowiczów to nasza strata. Ich interes i mój są sprzeczne.

  • Są tacy kredytobiorcy frankowi, którzy nie chcą żadnej pomocy ani ulg; nie chcą żadnych zmian.

  • Kontrować wypowiedzi o wzroście zadłużenia wraz z postępującą inflacją złotówki. Kredyt frankowy jest nieopłacalny tylko chwilowo. Trzeba być cierpliwym, a będzie lepiej.

  • Nie ma wyjścia, każde rozwiązanie jest złe, nie ma wyjścia – trzeba spłacać.

 

Czy to prawda o czym pisze blogerka?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ kobieta nie podaje zbyt dużo szczegółów: ani nazwy konkretnego banku, ani swojego imienia i nazwiska. Znamy ją tylko pod pseudonimem, co nie daje 100% autentyczności.

Od dawna jednak podejrzewa się, że komentarze w sieci są kupowane, więc może to być bardzo prawdopodobne! Niezależnie od tego, warto zapoznać się z jej wyznaniem, aby mieć na uwadze, że finansowanie trolli przez banki może mieć miejsce.
 

Ustawa dotycząca kredytów we frankach była przecież flagowym hasłem prezydenta...

Od października 2016 roku sprawa ustawy dla frankowiczów ucichła. Rząd zajął się innymi sprawami i wszyscy zapomnieli o tych, którzy muszą spłacać wysokie kredyty. Widać, że osoby sprawujące władzę unikają tematu. Co najmniej argumentując, że jest to zbyt duży koszt, który może zachwiać sektor bankowy. Czasami też opinie polityków nt sprawy frankowej, wydają się jakby były tworzone przez banki.

Teraz, kiedy upłynął już pewien czas od objęcia władzy, wszystkie postulaty prezydenta Andrzeja Dudy i Prawa i Sprawiedliwości powinny być realizowane, nawet te, które mogą przynieść straty dla banków. W szczególności kiedy kilka postulatów pogłębiających dziurę budżetową zostało wprowadzone bez oporów.

 

Siła już tylko w internautach

Frankowicze byli już na ulicach i nic to nie dało. Pewnie dlatego, że nie jest to taka grupa jak górnicy czy pielęgniarki. Nie mają takiej siły: nie zrobią rozróby jak w przypadku górników, ani nie zdestabilizują służby zdrowia jak w przypadku pielęgniarek. Poza tym, nie należy zapominać o jeszcze jednej rzeczy… frankowicze, w przeciwieństwie do górników czy pielęgniarek, zadzierają z bankami, a nie z rządem. Brzmi to jak sarkazm... wcale nie. Rząd z pewnością z większą łatwością umiałby znaleźć pieniądze, bo pieniądze nie są w rzeczywistości ich. Inaczej jest w przypoadku banków.

Okazuje się więc, że chyba jedynym miejscem, gdzie na nowo można jeszcze rozpocząć dyskusję na temat frankowiczów, jest internet. Chociaż nawet i tutaj nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie: kiedy ustawa o frankach będzie mogła wejść w życie?

Co więcej, jeżeli relacje blogerki są prawdziwe, to nawet w sieci frankowicze muszą zmierzyć się z Goliatem, gdyż banki bez ograniczeń mogą wykupywać dowolne opinie i komentarze kształtujące poglądy. Jeśli praktyki kupowania postów przez banki są prawdziwe, to przy każdej dyskusji dotyczącej pomocy dla frankowiczów, można spodziewać się ogromnej fali hejtu. Dla banków ta walka wcale nie musi być taka trudna: wystarczy przekonać do swoich racji osoby nieposiadające kredytów walutowych.

 

Po przeczytaniu tego tekstu...

... na pewno warto zastanowić się czy informacje, które znajdziemy w internecie są prawdziwe? Przy początkach internetu pewnie mogłoby się wydawać, że tak, ponieważ głównym źródłem są portale informacje oraz fora społecznościowe, na których kłamstwo nie powinno leżeć w niczyim interesie. Okazuje się jednak, że w praktyce sieć www może być bardziej stronnicza, niż kiedykolwiek moglibyśmy przypuszczać.

Komentarze



  • Anna Koziba 2 lata temu

    jeżeli to prawda, to w jakim my kraju żyjemy,,
    sama mam kredyt we franku i nie pozwolę się tak traktować !!

  • Frank anty bank 2 lata temu

    płaksy, wywyższają się, frajerzy, debile. hahahahahahha

  • Okidoki 2 lata temu

    Bzdury piszecie, to jest tak samo jak kto wybrał PiS (przecież nikt ich nie popieral), tak samo nikt nie może być przeciwko ustawie frankowej. Tylko większość wcale nie chce płacić za frankowiczow

    • AntyEmBank 2 lata temu

      czyżby banksterka się odezwała

Informacja
Korzystanie z serwisu strefawalut oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies, które zapisuje przeglądarka. Więcej w naszej polityce prywatności.